• Home
  • Bez kategorii
  • Gurkha Prize Fighter. Budżetowe cygaro kilkanaście lat później.

Gurkha Prize Fighter. Budżetowe cygaro kilkanaście lat później.

Papier, nożyce, kamień. Podchodząc pierwszy raz do cygara Prize Fighter jakoś w 2014 roku miałem wrażenie, że gram z tym cygarem właśnie w tę grę. Choć powinna się ona raczej nazywać papier, amoniak, mierność. To było naprawdę nieciekawe doświadczenie. Tak mocne, aż obiecałem sobie, że nigdy więcej nie sięgnę po tę budżetówkę. Nigdy, przenigdy. Dane sobie słowo złamałem jednak dekadę później. Może dekadę plus.

Nielubiany jegomość

Zaciekawiło mnie ponowne pojawienie się Prize Fighter w jednym ze sklepów z cygarami. Taki cichy powrót. Pierwszy raz te cygara wyszły z rynku wręcz w angielskim stylu. Żadnego cześć, do widzenia, do zobaczenia. Nawet zwykłego nara. Prize Fighter nie był jednak gościem, za którym ktokolwiek by płakał i wręcz dopytywał, co się z nim stało. Był i znikł, pozostawiając zapewne w głowach miłośników cygar swoiste zniesmaczenie. Ot kolejne kiepskie cygaro wyparowało z polskiego rynku. Ale wróciło, po cichu. Tylnymi drzwiami. Dziesięć, a może dwanaście lat później. Bez żadnej pompy, orkiestry, konfetti, głośnych obwieszczeń. Zwyczajnie znalazło się w jednym ze sklepów internetowych i sieci sklepów obecnego dystrybutora cygar marki Gurkha. Marki, która pod Prize Fighter przez długi czas nie chciała się podpisać.

Ku chwale społeczności

Wiedząc, czego się mogę po nim spodziewać, dałem mu jednak szansę. Jedyną. Albo odkupi swoje winy z przeszłości, albo koniec z nami na zawsze. Do wyciągnięcia ręki do cygara Prize Fighter zachęciła mnie jednak w pierwszej kolejności społeczność wokół mojego kanału. Padła prośba o recenzję, podjąłem się jej. Przy cenie detalicznej rzędu 28 zł za to cygaro, z jednej strony nie szkoda było mi tej kasy, a z drugiej, nie nastawiałem się, że degustacja Prize Fighter Robusto będzie czymś wyjątkowym. Wiele lat temu zapewne patrzyłem na nie, jakby był to produkt premium i mogłem tak też je ocenić. A to przecież budżetówka. 

Liczy się wnętrze

Wypełniona dominikańskim tytoniem starzonym przez 3 lata, jak podał producent, lecz czym się już nie pochwalił to typem wkładki. Jakoś musiał obniżyć koszty, więc w środku cygar Prize Fighter nie znajdziecie całych liści, to nie long filler, a mixed-filler nazywany również cuban sandwich. Tym samym wnętrze stanowią różne ścinki tytoni, od kompletnych wiórków, przez kilkucentymetrowe kawałki, po większe skrawki. Wyczułem to bez problemu w dłoniach. Cuban sandwich jest charakterystycznie gąbczasty i tak też zachowywał się Prize Fighter. Palce wręcz powodowały miejscami wgniotki. Te jednak szybko wracały do pierwotnej formy. Waga również piórkowa. Mimo wszystko samo cygaro było ładnie uformowane. Torcedores z nikaraguańskiej fabryki American Caribbean Cigars zwijającej dla Gurkha kontraktowo włożyli w nie całe serducho. Okrywa Ecuadorian Sumatra również bardzo dobrej jakości, jak na ten segment cenowy. Takie Casa de Garcia Connecticut czy Stanislaw Classic wypadłyby pod tym względem przy Prize Fighter, jak ubożsi kuzyni. Nawiązałem także do tych cygar w video recenzji naszego budżetowego wojownika.

Rodzinne naleciałości

Koniec końców okazało się, że wskazane cygara mają ze sobą bliższe pokrewieństwo. Profil smakowy. Tak powtarzalny dla cygar budżetowych w jasnej okrywie. Delikatne akcenty orzechów, głównie włoskich przechodzącym momentami w masło orzechowe. Nuty wanilii, świeżo skoszonej trawy z jej słodyczą, nawet trawy cytrynowej nadającej świeżości, plus delikatne drewno wpadające momentami w cedr. A to wszystko skropione szczyptą amoniaku ściągającym język i drażniącym nozdrza przy retrohalingu. Prize Figher, jak i jego kuzyni z tego segmentu musieliby zapewne spędzić lata w humidorze, by się go pozbyć.

Zmiany w organizacji

Gurkha Cigars, właściciel cygar Prize Fighter, pozbył się też w ciekawy sposób tej budżetowej marki ze swojego portfolio produktowego. By nie kojarzyć się z tanimi cygarami, powołali do życia submarkę Gurkha nazwaną East Indian Trading Company. Podpięli pod nią również cygara Wicked Indie, Red Witch czy Rogue, o których dziś chyba nikt nie pamięta. Cały projekt narodził się w 2012 roku w głowie Kaizada Hansotia. Twórcy konceptu marketingowo-sprzedażowego Gurkha i zarazem jej wieloletniego właściciela oraz frontmana. Wymazanego na siłę z historii firmy około 2020 roku, gdy miał ponoć napisać w swoich mediach społecznościowych kilka nieprzychylnych zdań o ruchu Black Lives Matter. Po tym jego nazwisko zniknęło ze wszystkich pudełek oraz cygar z portfolio Gurkha, w tym East Indian Trading Company. Mam nieodparte wrażenie, że po wycofaniu tej zasłużonej dla marki postaci, momentami działającej nieco krzykliwie i kontrowersyjnie, ale skutecznie, firma zaczęła tracić pozycję na rynku.

Jaka czeka ją przyszłość, zdecydują obecne władze, a przede wszystkim konsumenci. W moim jutrze cygara Prize Fighter na pewno się już nie pojawią. Dla początkujących cigar aficionados może być to jednak ciekawa pozycja.  

Dodaj komentarz