• Home
  • Cygara
  • Caldwell Long Live The Queen Queen’s Sword. Cygaro pełne Cameroon.

Caldwell Long Live The Queen Queen’s Sword. Cygaro pełne Cameroon.

Informacja o wejściu na polski rynek marki Caldwell nie sprawiła na mnie piorunującego wrażenia, mimo że jest ona silna w USA i części Europy. Również bardzo dobre opinie czołowych cygarowych wydawnictw, jak Cigar Aficionado Magazine oraz Cigar Journal, a także portali pokroju Halfwheel nie wywołały we mnie euforii. Obecność cygar Caldwell w zestawieniach TOP 25 najlepszych cygar danego roku powyższych mediów, wywoływały już pewną ciekawość, ale rankingi rankingami, ale własne doświadczenia są kluczowe. Te zacząłem zdobywać, degustując po raz pierwszy cygaro marki Caldwell z linii Long Live The Queen w formacie Queen’s Sword.

Wybór królowej

Na zakup tego cygara złożyły się dwa czynniki. Pierwszym jest niewątpliwie format Lancero, z którym praktycznie na tej swojej cygarowej drodze nie obcowałem. Długi na 7 cali o ringu 38, bardzo elegancki. Co ciekawe, miał zostać opracowany dla samego Fidela Castro w hawańskiej fabryce El Laguito słynącej ze zwijania cygar Cohiba i Trinidad, jak podają różne źródła. Moi bracia w dymie podkreślali niejednokrotnie, że wcale nie pali się łatwo tego formatu, łatwo w nim o przegrzanie lub przygaszanie, więc jest idealny dla cierpliwych miłośników boskiego dymy. Akurat do nich nie należę i potraktowałem to jako wyzwanie. Drugi czynnik wyboru cygara Caldwell Long Live The Queen był skupiony na okrywie Cameroon. Pochodzącej właśnie z Kamerunu, a nie upraw Oliva w Ekwadorze. Nigdy nie ukrywałem, że darzę ten liść szacunkiem oraz po prostu sympatią, w szczególności uwalniane przez niego w trakcie palenia cygara aromatów orzechów, wanilii, ciasteczek, przypraw korzennych i wilgotnej ziemi.

Królowa Kamerunu

Wszystkie te smaki znalazłem w Long Live The Queen Queen’s Sword w niespotykanej dotychczas przeze mnie w cygarach intensywności. Jakby dominikańskie i nikaraguańskie tytonie wkładki były jedynie tłem dla okrywy. Cameroon zdominował to Lancero od początku do końca. Znalazłem w nim także nuty skórki chleba, akcenty marcepana, całych migdałów kalifornijskich, orzechów włoskich i macadamia podanych w towarzystwie lekkiej kawy, a to wszystko przełamane nutami cytrusowego zestu. Mimo mnogości smaków były one maksymalnie na średnim poziomie intensywności, jak obiecał Robert Caldwell, twórca marki w jednym ze swoich filmów. Moc na podobnym poziomie, więc w trakcie degustacji nie musiałem posiłkować się dużą liczbą kalorii, by przetrwać. Pełną recenzję cygara Long Live The Queen znajdziecie na kanale.

Recenzja cygara Caldwell Long Live The Queen w formacie Lancero.
Kaprysy królowej

Znów ja znalazłem na moim egzemplarzu nieco niedoskonałości. Wgnieceń, dziwny kant ciągnący się przez całą długość cygara, malutką łatkę z tytoniu, pod którą jednak wcale nie kryła się dziura, małe odbarwienie od wody. Choć nie wpłynęło to w żaden sposób na ciąg, bardzo dobry zresztą do samego końca, tak ukłuło w oko. Pierścień z królową, może kameruńską, Afrykańską czy Jamajską skutecznie jednak odciągał mój wzrok od tego, na co nie miałem wpływu. Jest śliczny, mieniący się złotymi akcentami pod światło, niezwykle estetyczny i ma w sobie coś ze sztuki, którą chciałbym oglądać lub chociaż mieć ją nadrukowaną na koszulkę.

Inspiracje nieoczywiste

Poznając postać Roberta Caldwella, zacząłem rozumieć, dlaczego wszystkie pierścienie jego cygar są tak unikalne i przełamują pewne ustanowione przez rynek standardy. Nie ma na nich wielkich napisów, agresywnej kolorystyki, przeładowania treścią lub wręcz zbędnego minimalizmu. Jego cygara po prostu nie muszą się wszystkim podobać. Nie idzie on też w wielomilionowy wolumen sprzedaży, utrzymując butikowość swojej marki. Zresztą, dominikańska fabryka El Maesto należąca do Tabacalera William Ventura, z którą jest związany od lat i tak nie dałaby mu nic więcej. A on chyba tego nie potrzebuje. Chce tworzyć swoją cygarową sztukę, od 2024 roku dofinansowaną przez Laudisi Enterprises, właściciela między innymi marki Peterson. Zapewne, gdy firma ta, dająca mu obecnie wolność tworzenia zmieni kiedyś swoje podejście, pójdzie dalej swoją drogą. Tak jak zrobił to w przypadku Wynwood Cigar Factory, biznesu łączącego sztukę z cygarami albo odwrotnie. Prowadził go w latach 2012-2013 do spółki z Christianem Luisem Eiroa, a gdy ich wizje się rozminęły, zabrał co swoje i ruszył dalej. Wy możecie tymczasem ruszyć do sklepów Old Havana oraz na stronę Premium Cigars, gdzie cygara te są obecnie dystrybuowane w Polsce. Ja tymczasem przygotowuję się do kolejnego materiału. W końcu, zanim pojawiła się królowa, był już król.

Dodaj komentarz