To miał być rok wielkich zmian. Rozpocząłem go z nową energią, nadzieją na lepsze życie w niedalekiej przyszłości, masą pomysłów. Spisałem w notatniku kilkanaście celów, w większości nierealnych, jak się dosyć szybko okazało, lecz wierzyłem w siebie i moje możliwości. Tak się zaczął dla mnie 2015. Jednym z celów było stworzenie bloga, który miał stać się centrum całego ekosystemu połączonego z profilami w mediach społecznościowych oraz kanałem. Po krótkim namyśle nad nazwą wybrałem polskojęzyczną domenę BoskiDym.pl, nawiązującą do pozdrowienia używanego w naszym cygarowym środowisku. Wykupiłem też hosting, wziąłem nawet kredyt (sic!) na aparat, by poprawić jakość nagrań, dokupiłem statyw, założyłem fanpage, przemianowałem mój YouTube i zacząłem działać. Nie chciałem tworzyć kolejnego miejsca z recenzjami. Od tego od zawsze było forum, na którym zostawiłem ich ogrom oraz oczywiście kanał. Chciałem iść w artykuły stricte cygarowe oraz około cygarowe. Miała liczyć się przede wszystkim treść. Wygląd bloga niekoniecznie, więc całość oparłem na niezbyt urokliwym szablonie wbudowanym w WordPress, choć oczywiście w planach zakup czegoś lepsze, co miało przyjść z czasem. Start zaplanowałem na styczeń, finalnie BoskiDym.pl odpaliłem w marcu tamtego pamiętnego roku. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. We wrześniu byłem wręcz zmęczony tworzeniem, by niedługo później zamknąć moje przedsięwzięcie i odsunąć się w cień z poczuciem przegranej. Złożyło się wiele czynników, których nie brałem wcześniej pod uwagę i czuję się w pewien sposób zobowiązany wyjaśnić wam, co się właściwie wydarzyło.
Dlaczego Boski Dym tak szybko się wypalił?
- obiecałem aktywność
Miałem publikować nowy film przynajmniej raz w tygodniu i dwa wpisy na blogu w określone z góry dni. Postawiłem sobie takie wyzwanie, złożyłem publiczną deklarację, co miało dodać mi skrzydeł, niczym pewien popularny napój. Zamiast przypływu energii do działania, zacząłem jednak odczuwać presję i wręcz męczyć się, bo nie zdążyłem nawet przemyśleć tematyki, a tu już deadline. Mimo to publikowałem, raz lepsze, raz gorsze treści, ale trzymałem się planu. Nie szły jednak za tym krzywe w Analytics.
- zwracałem zbyt mocno uwagę na statystyki
Nie oszukujmy się. Każda osoba tworząca na swoim blogu na nie patrzy. Stanowią podkładkę dla potencjalnych reklamodawców i zwyczajnie cieszą autora, gdy wciąż rosną, co oznacza, że robi dobrą robotę. Muszę przyznać, że patrzyłem na nie wręcz chorobliwie i czułem się zrezygnowany, nie widząc znaczącego ich przyrostu. To pułapka, o której mówią blogowi wyjadacze, a ja w nią wpadłem po uszy. Nie brałem nawet pod uwagę, że budowanie marki to długotrwały proces.
- nastawiłem się na szybki sukces
Nigdy nie należałem do cierpliwych osób, a nie widząc efektów z moich działań, zwyczajnie zarzucałem daną aktywność, o czym napisałem też w pierwszym wpisie. W przypadku bloga nastawiłem się na błyskawiczne zdobycie szczytu, jako internetowy twórca. Byłem przecież już znany z kanału na You Tube i forumowej działalności, więc gdzie podziali się moi odbiorcy i dlaczego przychodziło tak niewielu nowych?
- skupiłem się jednej tematyce
Zapomniałem w tym wszystkim, że przecież tworzę dla dosyć zamkniętego grona, poruszając się w niszy, którą doskonale znałem. Owszem, z czasem mogli przychodzić nowi, ale nie patrzyłem na to i w pewnym momencie, wbrew sobie, zacząłem skupiać na tym, co wychodziło mi zawsze najlepiej, czyli cygarowych recenzjach. Męczyły mnie, miałem od nich odejść, lecz czego się nie robi, by zaspokoić własną próżność i choć odrobinę podbić statystyki.
- wyczekiwałem monetyzacji
Chciałem wykorzystać je do zyskania reklamodawców i zdobycia dodatkowego źródła zarobkowania. Nastawiałem się zarazem, że w niedalekiej przyszłości całkowicie będę żył z tworzenia, odchodząc przy tym od etatu, który wychodził mi uszami. Nie słuchałem przy tym mądrzejszych, mówiących mi wprost, że muszę najpierw zasiać, by zebrać później plon. Dużo później. Pamiętam jak dziś wiadomość od pewnej osoby. Chciała kupić humidor na prezent, jednak nie wiedziała, czym się kierować przy wyborze. Trafiła do mnie właśnie przez bloga, postrzegając mnie jako eksperta. W trakcie krótkiej wymiany zdań na messengrze rzuciła, że jest z agencji i coraz więcej marek trafia do takich mikroinfluencerów, jak ja, zapaleńców działających w niszy. Życzyła wytrwałości w działaniu i pochwaliła za wkładane w pasję serce. To zabiło szybciej, a w głowie pojawił się pomysł.
- chciałem otworzyć sklep z niczego
Skoro ktoś mnie dostrzega już po kwartale działalności, to warto na tym stworzyć interes. Wchodzę w sprzedaż cygar i akcesoriów, ludzie to kupią! Jak szybko ten plan pojawił się w mojej głowie, tak szybko z niej wyleciał, by rozpić się z hukiem o rzeczywistość. Nie miałem środków na więcej niż zrobienie opłat, kupienie sobie jedzenia, czasem ciucha, jakieś cygara i sporadyczne wyjścia, a gdzie tu dopiero zaopatrzyć się w produkt. Mój pomysł zbiegł się też z pogłoskami na temat zakazu handlu wyrobami tytoniowymi na odległość osobom fizycznym. Tak, moim potencjalnym klientom.
Czara goryczy
Opublikowałem na jesieni 2015 roku ostatni wpis, przekazując odbiorcom, że muszę odpocząć od tworzenia. Ba! Wręcz obraziłem się pewnym momencie na cygara, przestałem je w ogóle palić, co przyczyniło się też do zamrożenia działalności na kanale i to na wiele lat. Boski dym ulotnił się całkowicie z mojego życia.
Dziś jestem mądrzejszy
Podchodzę do tego mojego skrawka internetu kompletnie inaczej. Doroślej. Nie obserwuję statystyk, nie nastawiam się na szybki sukces, bo co ma przyjść, w końcu nadejdzie. Piszę dla zaspokojenia swojej potrzeby tworzenia, dzielenia się pasją, przelewania myśli na blog, a odbiorcy przyjdą, stopniowo. Ty już tu jesteś i serdecznie Ci dziękuję za zaufanie. Zdaję sobie też sprawę, że nadal Arkadiusz jest postrzegany w pewnym gronie, jako cygarowy vloger i czeka mnie wiele pracy, żeby to zmienić. Czy się tym zrażam? Skądże. Powtórzę więc jeszcze raz.
Umarł Boski Dym, niech żyje Smokin.pl!
PS. Spotkałem się kilkanaście miesięcy temu w grupach cygarowych z ofertą sprzedaży domeny boskidym.pl, na co zareagowałem śmiechem. Nie znajduje się ona w moich zasobach, a obecny właściciel reklamował ją, jako świetne miejsce pod cygarowy biznes w internecie. Chciał przytulić za domenę sporą sumkę, a ja mogę wam zdradzić, że jest realnie warta kilka złotych. Nie ma żadnej historii, linków, które dawno usunąłem ze swoich kanałów i zwyczajnie nie inwestujcie w nią.



