Wychodzę z założenia, że każdy cigar aficionado powinien choć raz w życiu zapalić cygaro w zielonkawej okrywie, a w szczególności cygaro Iguana. To zdanie może wydawać się niezwykle śmiałe, lecz dziś cygar owiniętych wrapperem typu Candela jest na rynku bardzo niewiele i są traktowane jako ciekawostka. Tylko ta ciekawostka może jednak lada chwila zniknąć ze sklepów, choć kiedyś było zupełnie inaczej.
Zielony liść okrywowy cygar święci triumfy
Tak mogły brzmieć nagłówki największych wydawnictw cygarowych w USA, jeśli jakiekolwiek istniały w połowie XX wieku. Amerykanie palili miliony cygar rocznie, a do lat 70. większość z nich była okryta zielonkawym liściem Candela. Był tak powszechny, że sklasyfikowano jego kolor jako AMS – American Market Selection. Przy ogromnym zapotrzebowaniu rynku i producentach skupionych w tamtym okresie głównie na Kubie, było im to wręcz na rękę. Cygarowy liść typu Candela jest bardzo łatwy w przygotowaniu, nie wymaga fermentacji, a jedynie suszenia trwającego około 72 godzin, po którym jest gotów do wykorzystania. Ponoć zielona okrywa powstała z błędu farmerów. którzy nie dopilnowali temperatury w Casa de Tobacco i tytoń znajdujący się w środku wysechł zbyt szybko, pozostawiając w liściach chlorofil. Wykorzystane je jednak na próbę i okazało się, że okrywa Candela nadała cygarom nieco roślinnych, lekko trawiastych i waniliowych nut. Zrobienie z takich liści użytku oraz nadanie zielonkawej okrywie marketingowej otoczki sprawiły, że się upowszechniły i nikogo już nie dziwiły. Stały się wręcz normą na wiele lat.
Nowy świat cygar zmienia zasady gry
Nałożenie przez USA embargo na Kubę i coraz mocniejsze poczynania producentów z Meksyku, Hondurasu, Dominikany oraz Nikaragui sprawiły, że rynek cygar zaczął się zmieniać. Za kolejnymi wchodzącymi do Ameryki Północnej brandami stali wielokrotnie uciekinierzy z kraju Fidela, wywożący za granicę całe know-how i kieszenie kubańskich ziarenek tytoniu. Okrywy Candela zaczęli zastępować jasnymi liśćmi typu Sumatra, w czym przodowała rodzina Turrent czy korzystano z dobrodziejstw wschodzącej gwiazdy liści okrywowych odmiany Connecticut uprawianej w USA, później również z powodzeniem w Ekwadorze. Działania te doprowadziły do zmian rynkowych i tak w latach 80. nikt już o zielonkawych cygarach nie pamiętał. Zaczęły wręcz nabierać pejoratywnego znaczenia. Wykorzystywano je głównie w produkowanych maszynowo, tanich cygarach nazywanych Stogies. Epoka liści AMS dobiegła końca, a na ich powrót do segmentu cygar premium, trzeba było poczekać wiele lat.
Renesans okrywy Candela dzięki Iguana
Koniec lat 90. to też koniec bumu cygarowego w USA i powolna zapaść wielu producentów. Wśród nich znalazł się Philip Gregory Wynne. Człowiek, którego marzeniem było stworzenie uznanej marki cygar cechujących się butikową starannością wykonania. Próbował swoich sił na rynku europejskim z marką Petrus, lecz debiut ten nie przyniósł mu rozgłosu. Produkt nie wpasował się w ówczesne gusta, szczególnie swoim surowym wyglądem i pełną mocą. W czasach lekkich cygar był to śmiały eksperyment zakończony połowicznym sukcesem. Dopiero gdy poznał Julio Eiroa, żywą legendę cygarowego świata stojącą za sukcesem marki Camacho, mógł obrać właściwy kierunek. Nie tylko miał teraz dostęp do topowego tytoniu Corojo i doświadczonych torcedores, ale też pewną wizję tworzenia własnej marki cygar. Nowy brand nazwał swoim imieniem i nazwiskiem. Zdecydował jednak, że nie będzie się przedstawiał po angielsku, tylko w języku hiszpańskim. Tak około 1993-94 roku narodziło się Felipe Gregorio, a dla twórcy rozpoczęła się podróż we właściwym kierunku. Korzystanie z doświadczeń legend z branży zaprowadziło go na Dominikanę, na której na zlecenie samego Franka Sinatry, stworzył sygnowane nazwiskiem artysty cygara. Felipe Gregorio zainwestował w ten projekt całe swoje oszczędności, a gdy cała partia trafiła na rynek, kolejnych nikt nie zamawiał. Fabryka kupiona przez Wynne stanęła bez zamówień. Bum na cygara zakończył się. Debet na koncie producenta zaczął rosnąć, nadzieje na stanięcie na nogi, słabnąć. Bob Franzblau z Thompson Cigars, jednego z największych detalistów cygar w USA dał jednak Felipe Gregorio nadzieję. Zlecił mu skomponowanie cygar katalogowych. Wyróżniających się ceną, jakością i zaskakujących konsumentów. Tak narodziły się cygara Iguana, które miały być dystrybuowane tylko w USA, choć pewna ich partia zawędrowała również do Polski. Pomysłowy Wynne użył liścia okrywowego Candela, co obniżyło koszty produkcji oraz wyróżniło cygara Iguana na tle budżetowej konkurencji. Kilka lat później zielonkawy liści Candela okrył również cygara Arturo Fuente 8-5-8, Rocky Patel The Edge, Alec Bradley Filthy Hooligans czy Camacho. Mimo że Candela zostały wykorzystane zazwyczaj w ramach jednej linii i nie przedarły się na stałe do świadomości, sam fakt użycia tego typu liści pokazuje, że nadal jest na nie niewielki popyt, być może oparty na sentymentach.
Cygaro Iguana Fat, czyli mały powrót do przeszłości
Między wypaleniem ostatniej sztuki Iguana w formacie nazwanym przez producenta Mama a sięgnięciem po Fat, minęło dobrych piętnaście lat mojego życia. Zapomniałem przez ten czas o tej marce, wypalając po drodze czterocyfrową liczbę cygar i cygaretek. Przypomniał mi o niej widz, pozostawiając pod filmem komentarz z prośbą o recenzję cygara Iguana. Brak dostępności znanego mi formatu sprawił, że wybrałem Iguana Fat, czyli Gordo o wymiarach 140 mm x 54. Kawał cygara i kawał historii w nim zawartej, a do tego historii, która może się już nie powtórzyć. Dziś Felipe Gregorio skupia się na butikowej produkcji w Kostaryce, przeblendował większość swoich wypustów cygarowych i porzucił lub porzuci cygara Iguana. Degustując mój egzemplarz, miałem nieodparte wrażenie, że też już się więcej nie spotkamy z zielonkawym cygarem. Nie nazwę go złym, bo do złego mu daleko, lecz wyrosłem już z delikatnych, mało kompleksowych, słodkawych, delikatnie orzechowych, podszytych wanilią cygar. Cieszę się mimo to, że mogłem zweryfikować swój gust, przypomnieć sobie stare, dobre czasy, gdy odkrywałem świat cygar, poczynając sobie w nim coraz odważniej. Cygaro Iguana rozbudziło we mnie wspomnienia i dla mnie to największy plus spotkania z nim. Reszty dowiecie się z video recenzji.



